
Mówi się, że Wielki Brat widzi wszystko. Historia reality shows dowodzi, że Wielki Brat co prawda widzi i wie wszystko, ale niechętnie dzieli się tą wiedzą z widzami. Nie inaczej było w przypadku trzeciej edycji „Big Brothera”.

W trzeciej polskiej odsłonie programu „Big Brother” niewątpliwie wielu mieszkańców zjednoczyło się we wspólnej bitwie przeciwko Wielkiemu Bratu, który nie był już takim, jakim pamiętali go uczestnicy pierwszej i drugiej edycji. Zgodnie z założeniem producentów, Wielki Brat miał być srogi, nieustępliwy i niewdający się z uczestnikami w pogaduszki w Pokoju Zwierzeń. Osoby zamieszkujące Dom szybko odnalazły w Wielkim Bracie wspólnego wroga. Może nie do końca w Wielkim Bracie, co w stosowanych przez niego zasadach. Niewątpliwie w gronie najbardziej walecznych uczestników znaleźli się Agnieszka „Zołza” Koziołek i Wojciech „Brenas” Bernacki. Czy jednak widzowie byli świadkami prawdziwych potyczek, jakie rozegrały się w programie? Z czego te bitwy wynikały? I dlaczego nigdy nie pokazano ich polskim widzom? Przed Wami czwarta część kulis bitwy z Wielkim Bratem.
Choć program „Big Brother 3: Bitwa” rozpoczął się 3 marca 2002 roku, dla uczestników i producentów gra rozpoczęła się dużo wcześniej. Już na tydzień przed startem wybrani uczestnicy reality show zostali zaproszeni do hotelu, gdzie mieli spędzić kilka dni zamknięci w hotelu – na różnych piętrach, w różnych apartamentach. Uczestnicy widowiska kompletnie się nie znali. Nigdy nie poznali się na castingach i nic o sobie nie wiedzieli. Dzień przed rozpoczęciem programu niektórzy mieli okazję zobaczyć swoje zdjęcia na łamach „Super Expressu”, który opublikował pełną listę uczestników. Ci, którym udało się czmychnąć na chwilę z hotelu, mogli zaopatrzyć się w świeże wydanie tabloidu i zobaczyć twarze osób, z którymi przyszło im mieszkać.
Choć zawodnicy nie mieli jeszcze ze sobą do czynienia, producenci zrobili do tego czasu wystarczająco wiele, by stworzyć podwaliny pod przyszłe konflikty w Domu Wielkiego Brata. Chcieli oni, by poszczególne drużyny walczyły między sobą. I przez myśl im nie przeszło, że ktoś może zechcieć prowadzić wojnę z samym Wielkim Bratem i z zasadami mającymi obowiązywać w programie.
Na przyszłe konflikty wpływ miał nie tylko konkretny dobór uczestników do programu, ale także przydział do poszczególnych drużyn – Czerwonych i Niebieskich. Również inne, mniejsze szczegóły wpływały na wzrost napięcia w Domu Wielkiego Brata. Niesprawiedliwość była na porządku dziennym już od samego początku. Uczestnikom widowiska nie wolno było wnosić do programu markowych kosmetyków i odzieży. Jednak nie wszyscy zostali o tym fakcie poinformowani. Drużyna Czerwonych wiedziała o wszystkim doskonale i każdy z członków grupy zadbał o to, by nazwy kosmetyków, które miały przekroczyć próg Domu Wielkiego Brata, były odpowiednio zakryte. Czerwoni mieli też trochę czasu, by zaopatrzyć się w odzież bez logotypów konkretnych firm. Tymczasem Niebieskich o niczym nie powiadomiono: w związku z tym nie tylko pozbawiono ich kosmetyków i znacznej części odzieży, ale też stwarzano wielkie problemy w przekazaniu grupie np. pasty do zębów czy szamponu do włosów. Problem pojawiał się również z jedzeniem. W telewizji pokazywano smakowite dania, jakie otrzymywali zawodnicy za zwycięstwo w tygodniowych bitwach. Nie pokazywano natomiast, czym musieli żywić się przegrani. Niejednokrotnie ekipa techniczna połasiła się na żywność przygotowaną dla uczestników i zamiast jedzenia z bufetu do domowników trafiała żywność sklepowa, np. zupy w kartonie. „Żarcie gorsze niż na Dworcu Centralnym. O tubkę pasty do zębów trzeba było się prosić przez 3 dni” – opowiadała Agnieszka „Zołza” Koziołek po wyjściu z programu.
Wraz z kolejnymi dniami atmosfera coraz bardziej się zagęszczała, a Niebiescy utwierdzili się w przekonaniu, że gra prowadzona jest w sposób nieczysty. Ostatecznym dowodem był przebieg pierwszych nominacji. W niedzielę, 10 marca 2002, na kilka minut przed rozpoczęciem głosowania okazało się, iż wszyscy domownicy będą mogli typować do odejścia tylko członków drużyny Niebieskich, którzy w pierwszym tygodniu przegrali pojedynki odbywające się na Polu Bitwy. Dodatkowo Wielki Brat ogłosił, iż drużyna zwycięzców – Czerwoni, będą oddawać głosy w Pokoju Zwierzeń, podczas gdy Niebiescy – przegrani, musieli robić to jawnie: zasiadali na jednym z krzeseł, a na drugie zapraszali osobę, którą nominowali – członka własnej grupy. Musieli prosto w oczy powiedzieć tej osobie, dlaczego oddają na nią głos.
Dla Agnieszki „Zołzy” Koziołek i Wojciecha „Brenasa” Bernackiego tego było już za wiele. „Jeszcze dzień przed tymi felernymi nominacjami mieliśmy nominować twarzą w twarz, ale tych, których chcieliśmy nominować. O tym, że nie będziemy nominować wg zasad jakie podpisaliśmy, dowiedzieliśmy się przed wejściem na antenę” – mówi po latach Agnieszka. Dodaje, że zmiana zasad nastąpiła po to, by ocalić przed eliminacją Agnieszkę „Frytkę” Frykowską i Łukasza „Kena” Wiewiórskiego, którzy zasłynęli z uprawiania seksu w jacuzzi. „Na bank nominowani byliby Ken i Frytka, a to oznaczałoby koniec ekscesów i oglądalności. Zmiana regulaminu była po to, by oszczędzić dymającą się parkę. Chcieli pojechać po naszej, Niebieskiej drużynie. Szlag nas trafił” – dodaje. Stąd też jedyna słuszna decyzja jaką mogli podjąć „Zołza” i „Brenas”: gdy nominacje zbliżały się do końca, Wojtek definitywnie odmówił oddania głosów na członków własnej drużyny. „Twardym trzeba być, a nie miętkim. Ja żyję według własnego regulaminu, według własnych zasad” – powiedział. Identycznie postąpiła „Zołza”. Oboje argumentowali, iż nie taka była umowa, którą podpisali przed wejściem do programu. „Nigdy w życiu nie musiałam wystawiać ludzi, z którymi z którymi dzielę się żarciem, z którymi śpię, którzy mi pomagają. Nie ma takiej możliwości” – mówiła Agnieszka. Wobec sprzeciwu dwójki domowników, Wielki Brat postanowił anulować wszystkie oddane głosy i podjął decyzję, że dwójka buntowników zostanie automatycznie nominowana do opuszczenia programu. Część uczestników miała pretensje do Wielkiego Brata. Inni nie byli zadowoleni z decyzji podjętej przez „Zołzę” i „Brenasa”.
Głównym powodem decyzji podjętej przez „Zołzę” i „Brenasa” był fakt, iż umowa zawarta między uczestnikami a producentami programu opierała się na innych warunkach. Owszem, regulamin mówił, że przegrana drużyna będzie musiała nominować jawnie, a zwycięzcy – w Pokoju Zwierzeń, ale poszczególne drużyny miały głosować na przeciwników: Czerwoni na Niebieskich, a Niebiescy na Czerwonych, a nie na członków własnego zespołu. „W umowie nie było napisane, że przegrani nominują siebie nawzajem. To weszło w trakcie programu. Jeśli z kimś jesz, śpisz i srasz do tego samego kibla, to ostatnim świństwem byłoby go nominować. Tego nie było w regulaminie, to urodziło się po drodze. Gdybym wiedziała, że zrobią coś takiego, nie weszłabym tam, ustąpiłabym miejsca komu innemu. Tam tak naprawdę nie ma zabawy. Jest totalna jazda po beretach” – mówiła po programie Agnieszka. Modyfikacja regulaminu i niedotrzymanie umowy ze strony producentów, były dla „Zołzy” i „Brenasa” zapalnikiem do rozpoczęcia bojów z Wielkim Bratem o zmianę regulaminu. Dzień po nominacjach Agnieszka i Wojtek wyznali, iż bardzo zawiedli się na programie. Byli zdziwieni tym, że telewizja bawi się ich uczuciami. „Co to Polsat?!”- zastanawiał się „Brenas”. Dodał też, że jeżeli zasada nominacji nie ulegnie zmianie, „wyjdzie z Domu choćby przez płot – nawet do studia nie musi iść”.
Big Brother 3: Bitwa, dzień 10 | Poniedziałek, 11 marca 2002
Pomimo otrzymania automatycznej nominacji, Agnieszka i Wojtek szybko doszli do wniosku, że nie opuszczą tak łatwo Domu Wielkiego Brata. Domyślili się, że wzbudzają spore emocje wśród telewidzów i w związku z tym producenci nie dopuszczą do ich eliminacji z programu. Bardzo szybko okazało się, że „Zołza” i „Brenas” mieli rację. W nocy, 12 marca 2002 roku mieszkańcom ogłoszono wyniki nominacji. Domownicy przeżyli szok: niespodziewanie, trzecim nominowanym został Irek Próchenko, który – jak powiedziano – złamał regulamin. Wielki Brat ogłosił, że Irek naruszył „zasadę uczciwości i szczerości wobec Wielkiego Brata”, oświadczając nieprawdę w czasie rekrutacji do programu. Ponadto Wielki Brat zakazał jakichkolwiek rozmów na ten temat. Irek był wyraźnie zdenerwowany – został oskarżony o nieuczciwość. „Łatwo było złożyć puzzle. Jak go dowalili do nominacji, ja z Breniem wiedzieliśmy już, że on wyleci (…). Wyciągnęli starą sprawę, bo przecież nie mogło wypaść któreś z nas, bo napędzaliśmy oglądalność” – powiedziała po latach Agnieszka „Zołza” Koziołek w rozmowie z Reality-TV.pl. „To nieuczciwe zagranie. Wolę czyste sytuacje” – powiedziała. O całej sprawie przeczytać można było w pierwszej części naszej serii artykułów o tajemnicach „Big Brother 3: Bitwy”, zatytułowanej Tajemnice „Big Brother 3: Bitwy”: sprawa Irka Próchenko. Przypuszczenia „Zołzy” i „Brenasa” potwierdziły się: decyzją widzów, w niedzielę, 17 marca Irek Próchenko został wyeliminowany z programu „Big Brother”.
W kolejnym tygodniu Niebiescy ponownie zostali dotknięci niesprawiedliwością – a wszystko przez dwutygodniowy cykl nominacji i eliminacji z widowiska. Gdy w pierwszym tygodniu zwycięzcami potyczek na Polu Bitwy byli Czerwoni, nominowani mogli być jedynie członkowie drużyny Niebieskich. Z kolei gdy w drugim tygodniu to Niebiescy byli na wygranej pozycji i powinni się cieszyć immunitetem od nominacji – nominacji w ogóle nie było, bo te były zaplanowane na trzeci tydzień, kiedy to ponownie drużyną przegraną okazali się być Niebiescy. „Zołza” do dziś uważa, że bitwy w programie były sprytnie zaplanowane. „Bitwy były ustawiane tak, aby co tydzień drużyny zmieniały się w sypialniach. Długo by opowiadać, jakie chwyty są stosowane. Różowa sypialnia była pięknym tłem dla tego, co robiła Frytka z Kenem” – mówiła tuż po opuszczeniu show. Agnieszka i Wojtek stali się wyczuleni na manipulacje producentów. „Zołza” postanowiła nie dać się wodzić za nos, nie dać sobą manipulować i z czasem to ona zaczęła stawiać warunki producentom show.
Zapewne nie wszyscy wiedzą, iż w rzeczywistości przy programie „Big Brother” pracowało wiele osób, które wcielały się w postać Wielkiego Brata. Osoby te sprawowały dyżury w konkretnych godzinach. Ten jeden – właściwy głos, należący do Jarosława Ostaszkiewicza, był „obecny” na planie głównie w najważniejszych momentach. W rzeczywistości uczestnicy reality show prowadzili w Pokoju Zwierzeń rozmowy z wieloma Wielkimi Siostrami i wieloma Wielkimi Braćmi. Ale nie Agnieszka Koziołek. „Zołza” – mając dość regulaminowych przekrętów i nie chcąc rozmawiać z fałszywymi Wielkimi Braćmi, którzy nie mieli żadnego wpływy na przebieg programu – postanowiła wykorzystać regulamin widowiska na swoją korzyść. W umowie podpisanej między uczestnikami a producentami znajdował się bowiem punkt mówiący o tym, iż „uczestnicy muszą wykonywać wszystkie polecenia wydane głosem Wielkiego Brata”. Dla Agnieszki głos Wielkiego Brata był tylko jeden i w jednej z emocjonujących chwil dosadnie powiedziała w Pokoju Zwierzeń, że z nikim innym poza Wielkim Bratem rozmawiać nie będzie. „W końcu regulamin to regulamin i nie może być łamany przez żadną ze stron” – opowiada. Jak powiedziała Agnieszka, tak też się stało: od tej pory żaden fałszywych Wielkich Braci nie odważył się nawet zaprosić „Zołzy” do Pokoju Zwierzeń czy wydać jej jakiegokolwiek polecenia.
Boje Agnieszki o przestrzeganie zasad nie pozostały bez echa. W niedzielę, 24 marca 2002 roku, 22 dnia trwania programu, Wielki Brat poinformował, że być może zmieni zasady głosowania. „Kto w zeszłym tygodniu był wygrany? Trochę serca Prezesie!” – krzyczała Agnieszka „Zołza”. Jak się okazało, „Prezes” wsłuchał się w słowa Agnieszki i dlatego złożył jej i „Brenasowi” propozycję. Wielki Brat powiedział, że jeżeli oboje zgodzą się razem poddać automatycznej nominacji i uszanują decyzję telewidzów, wtedy zasada o nominowaniu przegranych zostanie zniesiona. Agnieszka i Wojtek przystali na warunki. Jednocześnie potajemnie zaplanowali, że jakikolwiek będzie wynik głosowania, to i tak oboje opuszczą Dom w najbliższą niedzielę.
Zachowanie Agnieszki i Wojtka wzbudziło podziw reszty mieszkańców. Niektórzy sądzili do tej pory, że „Zołza” i „Brenas” grali. Część z nich dopiero w tym momencie przekonała się, że są ludzie, którzy trzymają się swoich zasad. „Tyle razy dostałam w dupę, a ludzie przebywając tu, pokazują jakimi są naprawdę. Można wierzyć w ludzi” – mówiła Agnieszka „Frytka” Frykowska. Z decyzji Agnieszki i Wojtka niezadowoleni byli jedynie Ania Hoksa i Jędrek Galica. Oboje planowali bowiem, by cała drużyna niebieskich odmówiła nominacji. Układ „Zołzy” i „Brenasa” został zawarty, ale jeszcze tej samej nocy Agnieszka i Wojtek doszli do wniosku, że nie ma sensu oszukiwać widzów i zmuszać ich do wysyłania SMS-ów, jeśli oboje zamierzają odejść z programu zaraz po ogłoszeniu decyzji widzów. Dlatego też „Zołza” i „Brenas” zdecydowali, że jeszcze przed niedzielą wspólnie opuszczą Dom Wielkiego Brata.
Kolejnego dnia, 25 marca 2002 roku, „Brenas” postanowił wyłamać się ze wspólnych planów. Znudzony małostkowością innych uczestników i nudą panującą w programie, Wojtek Bernacki postanowił opuścić reality show. Podczas rozmowy w salonie, „Brenas” nieoczekiwanie wstał i rzekł: „To na razie, idę do domu”. W ciągu kilku sekund wspiął się na dach Domu Wielkiego Brata. Mieszkańcy próbowali go powstrzymać. „Daj spokój Wojtek! Zejdź! Nie wygłupiaj się” – krzyczeli. Wojtek jednak nikogo nie słuchał, obszedł dach dookoła i zszedł po drugiej stronie budynku. Z „Zołzą” nawet się nie pożegnał. Wiedział, że nie byłby w stanie zostawić jej samej, dlatego postanowił odejść bez pożegnania.
Big Brother 3: Bitwa, dzień 23 | Poniedziałek, 25 marca 2002

A propos ignoranctwa – widać Zołza nie doczytała regulaminu. Na pewno specjalnie napisali regulamin i dołączyli wpis, że może się zmienić w trakcie i o to chodziło. O zaskakiwanie przeciwników. A tu taka uczestniczka buntowniczka nie chce nominować ludzi, których zna kilka dni. Zołza wojownicza księżniczka.
mylisz się, bo nie chodzilo o nominowanie twarzą w twarz a o nominowanie ludzi z własnej drużyny, co Zołza dokladnie podkreślila.
nie rozumiem i przykre to jest, że ludzie są takimi ignorantami i albo nie chce im się czegos przeczytac albo najzywczajniej nie rozumieją tego co czytają
No ja w sumie też ich nie rozumiem odnośnie nominacji (choć nie bronię producentów). Przecież kiedy wchodzi się do reality, to wiadomo, że będą się odbywały eliminacje i trzeba będzie oddawać głosy. Rozumiem koleżeństwo itd, ale od głosowania na siebie w reality uciec się nie da, jeżeli ktoś uważa, że to w sprzeczności z jego poglądami, to po co idzie do reality? Tym bardziej, że głosy uczestników nie są automatycznie biletem do domu, to widzowie przecież głosują. A że okazało się, że trzeba nominować w twarz? No cóż, to prawda, że jeśli uczestnicy się tego nie spodziewali, to mogło to być dla nich zaskoczeniem, ale ostatecznie… czy jeżeli masz coś do kogoś, to nie powinno się mieć odwagi powiedzieć mu tego wprost? W Barze mieliśmy co tydzień głosowania wprost i co? Nie bolało, każdy przeżył. A porobiły się nawet przyjaźnie trwające do dziś. Także wydaje mi się, że ktoś tu zachowując się w ten sposób chciał zyskać sobie sympatię widzów tym, jaki jest lojalny i niezłomny. Może się mylę, ale takie jest moje zdanie.
Moim zdaniem Zołza i Brenas zachowali się jak idioci. Wielka walka nie wiadomo o co. Zaangażowali się w tak małą i nieistotną rzecz jak Big Brother. I pewnie podniecają się, że są bohaterami, pff…
Czy już nie można zrobić pozytywnego reality bez jakichś wielkich machlojów? :( Pierwsza edycja BB była jedną z polskich BB/Barów/Dwóch Światów, którą oglądałem naprawdę z przyjemnością. No, może jeszcze lubiłem w miarę drugą edycję Baru. Ale czy producenci naprawdę muszą uciekać się do takich środków żeby zarobić?
Ech… jak tylko zobaczyłem tytuł BB3, to już wiedziałem, że to kolejny artykuł z cyklu „Zołza wspomina”.
Ale swoją drogą, nie tylko w tym reality trafiają się takie miernoty i zryte berety jak Ken. W szóstej edycji Baru był ktoś jeszcze gorszy, wierzcie mi. Prowokował uczestników, śmiejąc się im w twarz, bo miał za sobą producentów! Tymczasem ci tak manipulowali, że w TV emitowane zostawały tylko momenty, kiedy któremuś z uczestników puszczały nerwy, a pan T.A. wychodził wtedy w oczach widzów na osaczonego biedaczka. Chcieli w ten sposób nabić kasę za SMS-y od widzów będących za jego pozostaniem ilekroć siadał na gorących krzesłach (a siadał dość często). Aż wreszcie w domu zapanował układ, żeby nie dawać mu minusów bo to nie ma sensu, i tak nie wyleci. Ale oni chcieli kasę i na końcu produkcja ogłosiła, że w takim razie w ostatnim tygodniu kilka dni pod rząd wszyscy będą automatycznie poddani pod głosowanie. Niby w celu przyspieszenia eliminacji, a tak naprawdę nabicia kasy od fanów T.A. No okazało się, że doszedł do finału i „wygrał”, na sam koniec bluzgając w swoim języku w stronę uczestników, operatorów kamer i wszystkich, którzy się napatoczyli. Studio opuścił z wzniosłym okrzykiem „F*ck Poland”:)
zozol -> twoje argumenty byłyby trafne, gdyby ktoś ją zmusił do udziału. „można być człowiekiem z zasadami, których się nie sprzedaje za 500 tyś złotych wygranej.” – a ja myślałem, że samo uczestnictwo w BB to sprzedawanie się, ale ok :)
Ale z tym, że była jedną z ciekawszych uczestników BB3 to się zgadzam w 100%.
Agnieszka (zołza) była najlepsza , Brenas , i Ania Hoksa. Dzięki nim w 3 edycji nie wiało nudą
RESPEKT!
Zołza wcale się nie ośmieszyła, a jedynie pokazała, że można być człowiekiem z zasadami, których się nie sprzedaje za 500 tyś złotych wygranej. Podobnie zrobił Brenas i nie zapominajmy, że także potem Ania Hoksa, która wyleciała za odmowę nominowania przyjaciół. Respekt!
Jeśliby to kiedyś przeczytała Zołza, a wiem, że tu czasem zagląda, to mam pytanie odnośnie tego co mówiła o Polsacie? Dlaczego potem wystąpiłaś w Barze? Miałaś jakiś plan na uleczenie tamtej chorej sytuacji, bo z tego co wiem, to tam to dopiero krzywe jazdy odchodziły?
No dobra, fajnie. Ale Zołza tu gada jak jakaś dziewczynka, której w przedszkolu nie dano klocków. Idzie do programu to stawia czoła programowi. 3 miesiące to nie wieczność i zamiast dopominać się tego, co ma normalnie w domu, to było trzeba traktować to jak wyzwanie. To tylko głupi program TV, Zołzo! Ośmieszasz się.